4 maja 2014

Deser sułtański z rodzynką brazylijską i chałwą

Kolejny deser, którym uraczyłam ostatnio rodzinkę to coś w rodzaju kremu sułtańskiego.
Zamiast rodzynków dodałam do deseru physalis  czyli miechunkę :)  zwaną też czyli rodzynką brazylijską oraz żurawinę (dla złamania słodyczy).

 Pychotka bez pieczenia z filiżanką pysznej kawy !


Deser sułtański z rodzynką brazylijską i chałwą



    Przepis na chwilę kawowej przyjemności
  • 500 ml kremówki tortowej
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 2 łyżki kakao
  • 1 opakowanie physalis (250 g)
  • kilka pokruszonych bezów
  • 5 dag pokruszonej chałwy sezamowej
  • 5 dag suszonej żurawiny




Ubij śmietankę kremową. Pod koniec ubijania dodaj cukier puder.
Odłóż połowę bitej śmietany. Do drugiej części kakao  - wymieszaj.
Część miechunek obierz , część zostaw z osłonka do dekoracji.
Do pucharów wkładaj warstwami bitą śmietanę jasną i kakaową przesypując je na zmianę
pokruszonymi bezami, chałwą, rodzynkami brazylijskimi i żurawiną.
Górną warstwę śmietany posyp chałwą i udekoruj rodzynkami brazylijskimi.


Przepis bierze udział w konkursie „Przepis na chwilę kawowej przyjemności”.

5 komentarzy:

  1. pyszności taki deser:) przydał by mi się teraz do kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmm, wygląda wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za miłe słowa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, gdy studiowałam w Rzeszowie (2. połowa lat 80-tych, w sklepach niemal zero towaru, a apetyty już rozbudzone pieriestrojką) to raz w miesiącu, po "zafasowaniu" stypendium, chodziliśmy naszą bandą do "Horteksu". Był to wtedy sztandarowy zakład cukierniczy (i przetwórstwa) komuny, który podtrzymywał fikcję, że nasze słodycze NICZYM nie różnią się od zachodnich. Fakt faktem, że tak pysznych rożków orzechowych, które piekli, to NIGDY potem nie jadłam, ale my tam czatowaliśmy w kilometrowych kolejkach albo na melbę, albo właśnie na krem sułtański. Dlaczego sułtański?! Może od tych rodzynek? W każdym razie życzę miejsca na podium w konkursie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Marzyniu!
    Ja mam podobne wspomnienie z czasów studiów we Wrocławiu.
    Na Wrocławskim rynku był bar WITAMINKA (dwa lata temu jeszcze funkcjonował!!!) który w przypływie gotówki odwiedzaliśmy. Ja zajadałam się lodami w polewie truskawkowej, takiej autentycznej ze zmiksowanych truskawek. Oj jakie to było dobreeeeeee!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń